Zły dotyk egzorcysty

Kiedy leżała już na łóżku skrępowana pasami, księża ruszyli, żeby obciąć jej paznokcie.

Pod Ireną ugięły się nogi, kiedy zobaczyła tę dziwną małą salę w piwnicy pod kościołem, do której poprowadził ją ksiądz. W sali szafa, na ścianie obraz. Typowy pokój w zakrystii, gdyby nie łóżko. Stało na środku. Irena dziś już nie pamięta, czy było metalowe, czy drewniane, ale na pewno zwisały z niego skórzane pasy – na ręce, stopy, brzuch i kolana. Pasy zapamiętała dobrze, bo chwilę potem wbiły jej się w ciało i otarły do krwi. Obok leżały przedmioty rozłożone jak do operacji – stuła, fioletowa książeczka modlitewna, kustodium z hostią, relikwiarze, krzyże.
Wpadła w panikę, zaczęła mówić księdzu, że ma chore serce, i błagać, żeby wypuścił, ale nie zwracał na nią uwagi. Wiedziała, co sobie myśli: szatan to oszust, zrobi wszystko, żeby uniknąć kontaktu z tym, co święte. Pomocnicy księdza złapali ją i po chwili leżała na łóżku związana pasami tak, że nie mogła się ruszyć.


Kamienowanie

Z książki „Egzorcyzmy” ojca René Chenesseau, doświadczonego francuskiego egzorcysty: „Paktowanie z Szatanem jest pokusą, która wcale nie jest zarezerwowana dla potwornych istot. Jest wiele osób, które wchodzą w układ z Szatanem: są kuszone otrzymaniem władzy i wpływów (Bestia, która wychodzi z morza) lub darem szczególnego uroku, pychy i inteligencji (Bestia, która wychodzi z ziemi)”.
Irena od najmłodszych lat nie lubiła się modlić. Może to przez ciotkę, która mieszkała obok i była bardzo religijna. Codziennie przychodziła do domu, w którym Irena mieszkała z rodzicami (w centralnej Polsce), pomagała opiekować się dziewczynką. Kiedy tylko zostawały same, kazała Irenie klęczeć, odmawiać różaniec, słuchać Radia Maryja. Dziewczyna nie mogła zjeść obiadu, bawić się, dopóki się nie pomodliła. Chciała modlitwy odbębnić, ale słyszała, że to niedobrze, bo trzeba się modlić z uczuciem. Kiedy rodzice wyjeżdżali, płakała, nie chciała zostawać z ciotką sama.
A może nie lubiła się modlić z powodu księdza proboszcza? Jakoś pod koniec podstawówki pojechała na obóz dla młodzieży organizowany przez Kościół. W ostatnią noc wyszła z domku po ciszy nocnej, żeby oddać koleżance portfel. Za karę musiała nazbierać szyszek i klęczeć na nich przed proboszczem, który siedział na krześle. Potem kazał jej wykonywać skłony i pompki. Trwało to wiele godzin. Nagle straciła przytomność. Ocknęła się, kiedy niósł ją na rękach jakiś ksiądz, a obok kobieta mówiła, że trzeba wezwać karetkę. Ksiądz poradził kobiecie, żeby się tym nie interesowała. Irena nikomu nie powiedziała o tym zdarzeniu.
W gimnazjum niechęć do Kościoła jeszcze się pogłębiła. Irena zamknęła się w sobie, zaczęła się ubierać na czarno, słuchać mrocznej muzyki. Nie chciała iść do bierzmowania. Udało jej się przekonać rodziców, że dzięki temu będzie miała więcej czasu na naukę.
W tym czasie poznała dziewczynę o podobnych zainteresowaniach i gustach muzycznych. Kiedyś nakręciły krótki filmik, w którym parodiowały program, gdzie przerabia się zwykłe mieszkania na supernowoczesne. Szafa zmieniła się w „studio nagrań”, półka nocna w „kino”, kredens w „kolację przy świecach”. Wydawało im się to bardzo śmieszne, jednak ciotka była innego zdania. Powiedziała rodzicom, że to czarna msza.
Zaczęła przeszukiwać rzeczy Ireny, znajdowała notatki, rysunki, rzekome dowody na oddziaływanie diabła, które przedstawiła rodzicom. Więc i oni zaczęli się denerwować, że coś nie tak z córką. Zabrali ją do psychologa. Tłumaczył, że to normalne, młodzieżowe zachowanie. Samo przejdzie, nie powinni się tym przejmować, tylko więcej z nią rozmawiać.
Ale zaczęli ją też zmuszać, żeby chodziła do kościoła. Wkurzało ją to, bo nie była wierząca. Siedziała w ławce, narastała w niej złość, robiło jej się duszno. Rodzice i ciotka szturchali ją, jeśli się nie przeżegnała, strofowali, jeśli nie uklękła jak trzeba.
Ciotka chodziła od domu do domu i mówiła o Irenie i jej znajomej: „Uważajcie, one są z sekty satanistycznej. Chrońcie swoje dzieci!”. Miejscowość niewielka, około 30 tysięcy mieszkańców, więc plotka szybko się niosła. Ludzie rzucali w nie kamieniami, gonili z kijami, obrzucali jajkami ich domy.


Szatan

Z książki „Egzorcyzmy”: „Oznaki opętania demonicznego są następujące: mówienie dość długiego ciągu słów w nieznanym języku lub rozumienie takiego bez wcześniejszej wiedzy; ujawnianie odległych faktów lub tajemnic; okazywanie nadzwyczajnej siły fizycznej, która wykracza poza wiek i fizyczne warunki opętanej osoby”.
W liceum Irena poznała innych ludzi, bardziej wierzących. Z nowym przyjacielem zaczęła cho- dzić raz w tygodniu na spotkania oazowe. Trochę dla jaj, trochę z ciekawości. Modlitwy, rozmowy, zabawy integracyjne. Na modlitwy zawsze się spóźniała, ale teologiczne rozmowy były dla niej ciekawe. Animatorka szybko dowiedziała się, że Irena słucha metalu i zna wokalistę jednego z zespołów. Przeraziła się, powiedziała, że powinna natychmiast zerwać ten kontakt, że przydałyby się egzorcyzmy. Irena tłumaczyła, że nie potrzebuje, ale inni uczestnicy podchwycili i powtarzali, że ma problemy duchowe.
Irenę to śmieszyło, ale zaczęła też się zastanawiać: „No tak, przecież kiedyś poczułam się źle w kościele. W sumie zdarzyło mi się przecież mieć bluźniercze myśli”. Przestała się spóźniać na modlitwy. Chciała sprawdzić, co się wydarzy. I faktycznie, podczas modlitw czuła się dziwnie. Wszyscy widzieli, że się wierci, co chwila wychodzi. Pewnego razu przyszła na spotkanie i okazało się, że tym razem jest ono w całości poświęcone modlitwie. W sali było ciemno, paliła się świeczka, animatorka jak w transie powtarzała modlitwę do Ducha Świętego. Irenie nagle zabrakło powietrza. Na kolejnym spotkaniu grupa zaczęła nad nią odprawiać modły. Wpadła w panikę. Chciała wyjść, ale ją otoczyli, kładli ręce na głowie. Wpadła w histerię, padła na ziemię, miała drgawki, krzyczała, rzucała się. Rozwaliła jakiś stół.
W pewnym momencie pojawił się ksiądz egzorcysta.
Po tym zdarzeniu przestała chodzić na spotkania oazy, ale wszyscy naciskali, że powinna iść do egzorcysty. Uległa.
Ksiądz M. przyjmował w sąsiedniej parafii. W kościele była do tych spotkań przeznaczona specjalna salka – schody w dół, wielkie drzwi, a za nimi jakby kapliczka: ławeczki, obraz na ścianie, mały podest i kaloryfer. Na początku byli w tej salce sami. Spowiadała się, a potem ksiądz nad nią modlił się monotonnie, transowo, powtarzał ciągle te same zdania. Przez godzinę. Chodziła raz w tygodniu, przez kilka miesięcy.
Podczas modlitw Irena wpadała w swoje dziwne stany. Najpierw czuła lęk, mówiła księdzu, że musi wyjść, bo źle się czuje, a on powtarzał, że to szatan, który jest wielkim oszustem, chce uciec od modlitwy. Potem krzyczała i klęła. Starała się uciec z sali, wyrywała się i rzucała.
Więc ksiądz M. zaczął zapraszać do salki innych księży, żeby pomogli ją przytrzymać. Czasem było ich nawet kilku – być może nawet osoby świeckie, w zwykłych ubraniach. Zawsze mężczyźni. Każdy miał swój pomysł, żeby coś dodać do egzorcyzmu. Przywiązywali ją do kaloryfera, tak że waliła w niego głową, kładli się na niej i przygniatali całym ciałem, tak że nie mogła się ruszyć, miała wrażenie, że ustaje jej krążenie. Wkładali ręce pod ubranie, które zsu- wało się podczas szamotaniny, tak że czasem była właściwie naga (mówili, że diabeł boi się dotyku kapłańskich rąk). Wcierali w miejsca intymne święte oleje (mówili, że piersi i pochwa to miejsca najbardziej narażone na działanie diabła). Ksiądz M. całował ją w usta (mówił, że to „pocałunek Ducha Świętego”). Inny ksiądz, kolega M., był szczególnie brutalny: łapał ją za gardło i dusił, wykręcał rękę i trzymał ją przez wiele godzin, aż zsiniała. Protestowała, błagała, żeby przestali, ale wciąż słyszała tylko, że to głos diabła.
Egzorcyzmy wydłużały się. Czasem trwały codziennie przez dziesięć godzin. Czekała tylko na moment, aż opadnie z sił, wtedy księża robili przerwę. Rozmawiali, niektórzy palili papierosy. Na głos komentowali jej ciało. „Fajne cycki, niezła dupa” – słyszała. Ksiądz M. opowiadał in- nym o rzeczach, które usłyszał od niej w trakcie spowiedzi.
Dziś Irena nie pamięta, jak ksiądz nawiązał kontakt z jej rodzicami. Czy poprosił, żeby mama odebrała ją po jednej z sesji? Czy mama zobaczyła, że wraca do domu cała w siniakach, z kołtu- nami we włosach, a jej ubrania są sztywne od świętych olejów, krwi (często podczas egzorcy- zmów przegryzała sobie wargę), moczu (księża nie wypuszczali jej do toalety, mówili, że diabeł w ten sposób chce uciec) i wymusiła na córce wyznanie, że chodzi do księdza?
Nawet jeżeli rodzice się o nią martwili, to ksiądz M. rozwiał wszelkie wątpliwości. Wywarł na nich bardzo dobre wrażenie – pewny siebie, charyzmatyczny. Spokojnie wytłumaczył, że ich 16-letnia córka ma poważne problemy z demonami.


Utrata wiary

Z książki „Egzorcyzmy”: „Demon atakuje przede wszystkim cnoty nadprzyrodzone: wiarę, nadzieję i miłość. (...) Co dręczona osoba może uczynić, jak nie może walczyć, żeby wytrwać w wierze?”.
Irena jest szczupła i delikatna, ma długie kręcone włosy. Ubrana na czarno, z elementami czerwieni i fioletu. Właśnie wyszła ze szpitala.
– Osobowość zbiła mi się jak lustro – opowiada nam, wspominając te dwa i pół roku w liceum, kiedy chodziła do księdza M. – Z jednej strony była we mnie ta dawna, mroczna Irena, ale pojawiła się też nowa osoba, nazywałam ją różnymi imionami. Ona uważała, że naprawdę mam problem duchowy i powinnam nad nim pracować. Kiedy prowadziłam pamiętnik, czę- sto pisałam o niej w trzeciej osobie: „Ta głupia Kinga znowu poszła do księdza”.
Bo prawda jest taka, że ona dobrowolnie jeździła do kościoła. Dlaczego? Irena nienawidziła księdza M. za to, co jej robił. A ta Kinga w niej uwielbiała go, był dla niej ojcem, fascynowało ją, że walczy z demonami.
Mniej więcej po roku egzorcyzmów na dwa tygodnie zamieszkała w domu przy kościele. Ksiądz planował serię egzorcyzmów dzień po dniu i chciał, żeby była blisko. Nawet ją to ucieszyło, bo nie mogła wytrzymać w domu, nie chciała, żeby rodzice oglądali ją w takim stanie.
W dzień były egzorcyzmy, a w nocy ksiądz M. spał z nią w łóżku. Mówił, że będzie jej pilnować, bronić przed demonami. Nie miało to charakteru seksualnego, po prostu spał obok niej.
Jej stan coraz bardziej się pogarszał. W szkole było ciężko. Od kiedy zaczęła chodzić na egzorcy- zmy, od razu się posypały złe oceny. Opuszczała bardzo dużo lekcji, ale rodzice z wychowawczynią jakoś przepychali ją z klasy do klasy.
Na początku wpadała w swoje histeryczne stany tylko podczas modlitw, potem zaczęła mieć je także w domu. Może dlatego, że rodzice za radą księdza wyrzucili jej książki, rysunki, maskotki? W pokoju zostały puste ściany i meble. Zabronili jej też kontaktować się ze znajo- mymi, była całkowicie odizolowana. A może dlatego, że ksiądz kazał rodzicom odmawiać nad nią modlitwy także w domu? W każdym razie w nocy w ogóle nie spała albo zasypiała, by po chwili się obudzić. W dzień potrafiła siedzieć bez ruchu przez wiele godzin, nieobecna. Ciągle miała poczucie, że powinna uciekać. Wymykała się z domu i krążyła bez celu po okolicy. Za- częła się okaleczać. Kilka razy trafiła do szpitala z anemią i wycieńczeniem organizmu. Doszło do tego, że próbowała popełnić samobójstwo. Podcięła sobie żyły i położyła się w wannie. Ro- dzice znaleźli ją nieprzytomną, zawinęli nagą w dywanik i pojechali po księdza.
Niedługo potem, jakoś po dwa i pół roku egzorcyzmów, kiedy zbliżała się do końca liceum, zmarła matka księdza M. Zaprzestał sesji w piwnicach kościoła. Powiedział, że „demon chce go zniszczyć”. Dał rodzicom Ireny namiary na innych egzorcystów.


Krzyż jak otwieracz

Z książki „Egzorcyzmy”: „Więziona dusza może zachować się paradoksalnie i zaakceptować swoją niewolę wraz ze wszystkimi jej strasznymi konsekwencjami, tak jak to czynili święci męczennicy, po to tylko, by inni przez tę ich wierność mogli zostać zbawieni”. Kiedy była już po maturze, rodzice zaczęli wozić ją od jednego egzorcysty do drugiego. Z dwóch lat, które nastąpiły potem, Irena niewiele pamięta. Mylą jej się daty i miejsca, stałe jest tylko uczucie rezygnacji.
Nie wszyscy księża byli brutalni. Zdarzali się tacy, którzy pytali, czy mogą nad nią odprawić egzorcyzm. Mówiła, że nie, i na tym się kończyło. Zdarzali się tacy, którzy przywiązywali ją do krzesła i wiadrami lali na nią wodę święconą.
Ale i tacy jak ksiądz P. w kościele na południu Polski, który zaprowadził ją do małej, dziwnej sa- li, gdzie stało łóżko z pasami. Było w niej dwóch księży i kilka czy kilkanaście świeckich osób. Wszyscy razem głośno się modlili. Kiedy leżała już na łóżku skrępowana pasami, księża ruszyli, żeby obciąć jej paznokcie. Ksiądz P. przestraszył się, że go podrapie. Używali nożyczek chirurgicznych, a ona zaciskała dłonie w pięści, więc lała się krew. Potem w rytmie modlitw wkładali jej do ust krzyż, żeby przyjęła Chrystusa. Czuła, jak krew leci z dziąseł. Kiedy już otworzyli jej usta tym krzyżem jak otwieraczem, zatkali nos i lali do ust wodę egzorcyzmowaną. Nie mogła oddychać, myślała, że się utopi. Miała odruchy wymiotne i dławiła się, a nie mogła nawet przechylić głowy. Potem położyli jej kustodium, małą metalową monstrancję, na piersiach i naciskali mocno, aż wyskoczyły siniaki.
Te egzorcyzmy trwały wiele dni, a w tym czasie mieszkała z rodzicami w pensjonacie u znajo- mego księdza P. W przerwach usiłowała skontaktować się z kolegą, prosiła, żeby przyjechał i ją zabrał. Okazało się, że podsłuchano tę rozmowę. Plan się nie powiódł.
Rodzice dwukrotnie zawieźli ją też do kontrowersyjnego charyzmatyka, ojca Bashobory. Wtedy nie występował jeszcze na stadionach, tylko w mniejszych miejscowościach, w halach sportowych. Za pierwszym razem powiedział jej tylko, że ma problemy z samooceną. Ale już za drugim wolontariusze próbowali wyciągnąć ją siłą na scenę w hali sportowej, żeby ojciec się nad nią pomodlił. Uciekła do schowka na szczotki. Była przerażona, pomyślała, że jedynym sposobem, żeby się stamtąd wydostać, będzie karetka. Poszła do łazienki i wypiła wodę z dużą ilością soli. Zaczęła wymiotować. Ale oni stwierdzili, że to manifestacja szatana, który chce uniknąć egzorcyzmu. Siłą zaciągnęli ją pod scenę. Zobaczył to starszy ksiądz i powiedział, żeby dano jej spokój.
– Opanowało mnie uczucie rezygnacji – mówi dziś Irena. – Księża często powtarzali, że może już taki mój los, że demony nigdy nie odejdą i muszę przyjąć to cierpienie. Był taki moment, kiedy pogodziłam się z myślą, że muszę umrzeć za grzechy świata jak Anneliese Michel.
W 1978 roku w Niemczech sąd skazał dwóch księży egzorcystów i rodziców za nieumyślne spo- wodowanie śmierci 24-letniej Anneliese Michel, którą poddali serii wyczerpujących egzorcyzmów. Dostali pół roku pozbawienia wolności w zawieszeniu. Kościół jednak stoi na stanowisku, że dziewczyna jest męczennicą, która umarła za grzechy innych ludzi.


„Wyprowadź się”

Jedziemy na nabożeństwo o uzdrowienie od chorób i uwolnienie od demonów, które raz w miesiącu odprawia ksiądz M. Ten sam, który przez niemal trzy lata egzorcyzmował Irenę.
Jest środek tygodnia, wieczór. Najpierw msza. Wszystkie ławki zapełnione. Przeważają ludzie w wieku 35-50 lat. Po mszy nabożeństwo. Ludzie wyciągają z reklamówek plastikowe butelki z wodą i woreczki z solą. Ksiądz M. – koło pięćdziesiątki, niski, energiczny – chodzi po kościele i do każdej butelki wsypuje sól. Organista śpiewa kolejną pieśń, a komu już sypnął, ten może napić się wody. Niektórzy robią to łapczywie. Dzielą się butelką z rodziną. Po każdym łyku na ich twarzach rozlewa się błogie zadowolenie. Bo dzięki błogosławieństwu księdza to już nie jest zwyczajna woda i zwyczajna sól. Łyk odpędza choroby i demony. Można też pokropić kłótliwą teściową, niewiernego męża, agresywnego sąsiada, nieuczciwego szefa.
W Polsce jest około 150 kościołów, w których raz w miesiącu odprawiane są msze i nabożeństwa o uzdrowienie i uwolnienie od demonów. Przyjeżdżają na nie autobusy pełne ludzi.
Egzorcyzmy zakładają modlitwę, a nie wkładanie krzyża do ust, nacieranie olejami pochwy i piersi, podtapianie wodą święconą, wykręcanie rąk. Wszystko, co ponad modlitwę, jest niezgodne z wytycznymi Kościoła.
W Polsce w 2005 roku było 55 egzorcystów, w 2018 jest ich już około 100. Działają z nominacji biskupów. Skąd szybko rosnące zapotrzebowanie? Zdaniem dziennikarki katolickiej Elżbiety Morawiec atak Złego zaczął się siedem lat temu. W „Niedzieli” Morawiec pisze: „Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że szatan ze szczególną siłą uderzył w Polskę po 10 kwietnia 2010 r., po tragedii smoleńskiej. Kpiny pijanej hołoty z modlitwy i modlących się, bezczeszczenie Krzyża pod Pałacem Namiestnikowskim w Warszawie przy pełnej aprobacie władzy – tam to się zaczęło”.
Do kościoła księdza M. wracamy kilka dni później, by sprawdzić, co jest dla niego dowodem na opętanie. W kolejce do konfesjonału, w którym spowiada ksiądz M., czeka kilkanaście osób, wśród nich my, udajemy rodzeństwo. Wchodzi Ula.
– Nie wiem, co mam mówić. Brat mnie przysłał do księdza, bo uważa, że mam problem duchowy.
– Powiedz dwa słowa o sobie. Ile masz lat?
– 35.
– Jesteś osobą samotną czy w związku?
– W związku z mężczyzną starszym o parę lat.
– Mieszkacie razem?
– Tak.
– Coś złego dzieje się w twoim życiu?
– W dzień siedzę w domu, oglądam seriale, a w nocy nie mogę spać, kłębią mi się różne myśli w głowie.
– Trudne myśli?
– Tak. I strach.
– Masz doświadczenie jakiejś złej obecności? Widziałaś coś złego? Diabła na przykład?
– Diabła może nie... Ale mam takie poczucie, że zaraz się coś strasznego wydarzy. Byłam u psychiatry, przepisał mi tabletki przeciwdepresyjne, ale nie pomogły. Pomaga mi joga.
– Długo ćwiczysz jogę?
– Dziesięć lat.
– No to masz odpowiedź. Joga otwiera na działanie złego ducha.
– Ale to przecież tylko ćwiczenia...
– To nie są tylko ćwiczenia. Joga polega na otwieraniu czakramów, przez które wnika zły duch. Poza tym mieszkasz z mężczyzną bez ślubu, pewnie dochodzi do czynów nieczystych. Są takie czyny czy ich nie ma?
– Nie chcę o tym mówić.
– Nie chcesz, bo się nie spowiadasz. Zobacz na swój stan, moje dziecko, on się z powietrza nie bierze. To są bardzo niebezpieczne rzeczy. Joga otwiera na działanie demonów.
– Przecież wszędzie są szkoły jogi.
– I zobacz, jak dzisiaj zainfekowany jest świat. Dobrze, że przyszłaś do księdza, który na zagrożeniach duchowych troszkę się zna. Nie będę ci opisywał, co się dzieje na egzorcyzmach. Diabeł chce zniszczyć człowieka, a joga jest jedną z poważniejszych dróg. Właśnie dlatego, że są tam ćwiczenia relaksacyjne, niby dobre, ale powodują zniewolenie, oddzielenie od Boga, zły stan psychiczny.
– I co mam zrobić?
– Wyprowadzasz się dzisiaj. Jeżeli on cię kocha, jeżeli miłość jest prawdziwa, to nie będzie żył w grzechu. Musisz odbyć porządną spowiedź i wszystkie grzechy wyspowiadać. Masz najlepszy dowód, że grzechy niszczą człowieka. Potem odmów różaniec i poproś Matkę Bożą o pomoc, o to, żeby wyprowadziła cię z tego stanu, żeby ci wskazała, co masz robić.
– Ksiądz uważa, że jestem pod wpływem złych duchów?
– Dokładnie. Teraz pomodlę się nad tobą tyle, ile mogę.


Biblia Szatana

Kontaktujemy się z księdzem M. jako dziennikarze. Zgadza się na rozmowę.
– Prowadziłem ciężkie egzorcyzmy na dwóch młodych kobietach. To były takie przypadki, że manifestacje odbywały się podczas nabożeństw.
– Co to są manifestacje?
– Przez kobiety przemawiały demony – krzyczały, trzęsły się, wybuchła panika w kościele. Na egzorcyzmach spędziłem setki godzin, po dziewięć godzin dziennie, czasami do trzeciej, czwartej w nocy.
– Pewien polski egzorcysta powiedział, że demony umiejscawiają się w konkretnych organach człowieka, często w pochwie i w piersiach. Ksiądz też tak uważa?
– Można przyjąć, że dużo zniewoleń idzie przez grzechy nieczyste. W związku z tym mówi się, że w miejscach intymnych umiejscawia się demon. To staje się niebezpieczne dla samych egzorcystów. Ale ostatecznie nie trzeba dotykać osoby egzorcyzmowanej, bo uwalnia modlitwa „bezdotykowa”, a nie dotykanie piersi czy pochwy. Choć może to być kuszące. Naprawdę. Natura naturą. Trzeba być czystym, by takie rzeczy podejmować.
– Mamy informacje, że dotykał ksiądz jedną z kobiet w miejsca intymne.
– Jak kogoś trzęsie, to trzyma się tę osobę i nie sposób uniknąć dotknięcia części intymnych, to jest jedno ciało, dotknie się różnych części. Nawet jeśli były takie gesty, to nie było to specjalnie.
– Twierdzi, że miała nacierane świętymi olejami piersi i pochwę.
– To są setki godzin, bywałem sam, ale takich rzeczy bym nie zrobił. Jeśli nastąpiłoby roznegliżowanie, to niełatwa sprawa dla księdza. Wtedy widać, czy człowiek ma czyste serce, czy jest w stanie nie skorzystać i z miłością podejść do tematu. Dziękowałem nieraz Panu Jezusowi, że mnie ochronił.
– Przypadkowe roznegliżowanie na skutek wyrywania się?
– Niekoniecznie. Była sytuacja, że osoba sama obnażyła się przed Najświętszym Sa- kramentem. Miało to miejsce podczas egzorcyzmu w obecności kilku osób.
– Czy te osoby są krępowane?
– Tak, to ułatwia modlitwy. I ze względu na bezpieczeństwo osoby egzorcyzmowanej, gdyż ciało jest we władaniu demona. Egzorcyści mają nawet specjalne łóżka i pasy do trzymania. Jednego z egzorcyzmowanych mężczyzn zawinęliśmy w dywan. Kapitalne to było. Był jak w rurce. Ale i tak się wydostał.
– Gdzie to się wszystko działo?
– W podziemiach, w kościele dolnym, i nikt o tym nie wiedział. To, co się tam niekiedy działo, nie godzi się podawać dalej.
– Jedna z kobiet mówi, że ksiądz i inni księża kładliście się na nią całym ciałem.
– To się zgadza. Dla uczciwości trzeba dodać, że kładli się także rodzice, chcąc utrzymać córkę, kiedy to manifestacja miała miejsce między kościołem a plebanią. Siła demonów jest tak duża, że trzeba prosić o pomoc innych księży.
– A może się wyrywała, bo się broniła?
– To była ponadludzka siła, co w kanonie kościelnym jest dowodem na działanie diabła. Po tym wszystkim, co przeszedłem – a trochę przeszedłem – całkowicie schowałem się do konfesjonału. Nie spotykam się już z ludźmi poza konfesjonałem.
– Dlaczego?
– Ponieważ po tych wcześniejszych praktykach doszedłem do przekonania, że jeżeli jest grzech, to musi być wyspowiadany, aby nastąpiło uwolnienie. Jeżeli ktoś chce się spotkać ze mną poza konfesjonałem, to niech szuka innego egzorcysty.
– Kobiety twierdzą, że ksiądz obdarzał je pocałunkami i mówił, że to pocałunki Ducha Świętego.
– Gdybym miał pod przysięgą powiedzieć, że tego nie zrobiłem, to mógłbym skłamać. Ale takiego faktu sobie nie przypominam. Pocałunki to znany gest w Kościele. Na pewno nie były to pocałunki w miejsca intymne. Jeżeli trzeba to wszystko ujawnić, to publikujcie. Tylko nie wiem, czemu miałoby to służyć. Pokazywać intymne sprawy.
– A jak ksiądz myśli, skąd tak duże zapotrzebowanie na egzorcystów w Polsce?
– Jest wiele otwarć na zło. Jeden Pan Bóg wie, co się będzie działo z tymi wszystkimi dziećmi, które oglądały i czytały „Harry’ego Pottera”. Przecież tam są fragmenty Biblii Szatana, tam są ukryte cyrografy. Kto te dzieci będzie wyprowadzał na prostą?
Drugi egzorcysta, ksiądz P., który zaprowadził Irenę do sali, w której stało łóżko z pasami, od zeszłego roku już nie jest egzorcystą, tylko kapelanem szpitala. Nie chce z nami rozmawiać. W kurii nie chcą nam powiedzieć, dlaczego przestał być egzorcystą.


Uwolnienie

Z książki „Egzorcyzmy”: „Egzorcyzm jest tak wielkim darem Bożym, że często przekracza naszą wyobraźnię, jest tak bardzo zaskakujący, że osoby, które dostąpiły tej łaski, mogą uchodzić za oświecone”.
W ciągu tych kilku lat, kiedy rodzice wozili Irenę od jednego egzorcysty do drugiego, zo- stawiali ją czasem na parę dni albo tygodni w różnych klasztorach. W niektórych trwały egzorcyzmy, w innych nie i tam czuła się najlepiej, to były dla niej momenty oddechu. Ale wciąż zdarzały się nieprzyjemne sytuacje. Jeden ksiądz kładł się na niej w nocy i mówił, że jeżeli się boi, zawsze może złapać za „palec tatusia”, sugerując, że chodzi o penisa. Inny powiedział, że przez nią musi się masturbować. W ostatnim klasztorze pewnej nocy piła alkohol z wolontariuszami. Jeden z nich ją wykorzystał, kiedy była pijana. Powiedziała o tym księdzu, a wieczorem dostała od nie- go SMS-a: „Jeżeli spróbujesz zaszkodzić moim podopiecznym, to pożałujesz”.
Po tej sytuacji coś w niej pękło. Już wcześniej kilka razy próbowała opowiedzieć rodzicom o tym, jak wyglądają egzorcyzmy, ale nie chcieli jej wierzyć. Mama mówiła, że księża tak starają się jej pomóc, a ona jeszcze ich oczernia. Tak było i tym razem.
Pomogła przyjaciółka. Wspólnie zaplanowały jej ucieczkę z rodzinnego domu. Szybko spakowała kilka rzeczy i wyprowadziła się do większego miasta. To było trzy lata temu. Zamieszkała z przyjaciółką i opanowała ją wielka pustka. Przez prawie pięć lat każdy dzień wypełniały egzorcyzmy i walka duchowa, a teraz to się skończyło. Przez kilka miesięcy trwała w depresji. Pomogły jej gry fabularne. Zaczął ją fascynować świat, chłonęła wszystko, jakby była małym dzieckiem. Znalazła pracę w restauracji, postanowiła, że będzie zdawać na studia, na artystyczny kierunek.
Histeryczne stany przeszły jak ręką odjął, kiedy tylko zerwała z Kościołem. Wcześniej, kiedy jeszcze egzorcyzmował ją ksiądz M., na chwilę trafiła do szpitala psychiatrycznego. Ksiądz szedł na urlop i powiedział, że w tym czasie powinien ktoś jej pilnować. Rodzice chodzili do pracy, więc wspólnie uradzili, że oddadzą ją do szpitala. Tam usłyszała, że ma zaburzenia dysocjacyjne. Wtedy nie zwróciła na to uwagi, ale dziś rozumie, że te stany to była obrona psychiki przed tym, co się działo w kościelnych piwnicach. Teraz już czuje się dobrze. Ma tylko po egzorcyzmach bóle w klatce piersiowej, uszkodzone kręgi szyjne, blokują się jej palce u rąk. Czasem jeszcze wpada w panikę, kiedy wydaje jej się, że gdzieś widzi księdza M. Terapeuta mówi, że to może być zespół stresu pourazowego.